fbpx
Foto & VideoO wszystkimSesje Zdjęciowe

10 w skali Beauforta

dodany przezKamil Timoszuk 20 grudnia 2018 0 Komentarzy

Po co wielu ludzi jeździ nad polskie morze? Przeważnie po to, by ziścić swoje nadzieje na fajne i bezdeszczowe wakacje. To czy jest to możliwe to jest już inna kwestia. Mnie na Pomorze od kilku lat sprowadza zupełnie coś innego.

Większość wyjazdów w te rejony w ostatnich latach było związanych ze sportem. Na początku była to koszykówka, a teraz od kilku lat jest to CrossFit. To w Trójmieście gra kadra polskich koszykarzy i to tutaj są imprezy typu Fit Festival z crossfitowymi zawodami. To w Trójmieście i jego okolicach jest jedno z większych natężeń crossfitowych boxów w Polsce, które od dwóch lat mają okazję mierzyć się ze sobą podczas imprezy o nazwie 3City Box Battle. A gdyby nie to wszystko, to jest niemal 100-procentowa szansa, że nie poznałbym nigdy bohaterki dzisiejszego tekstu.

Z Zuzą znamy się od powiedzmy 2-3 lat. Jednak określenie „znamy się”, w tym przypadku jest dość mocno na wyrost. Działo się to głównie dlatego, że widywaliśmy się na różnych imprezach crossfitowych, na których Zuza startowała, a ja albo robiłem zdjęcia albo po prostu byłem. Jeśli ktoś wie jak wyglądają takie zawody, ten doskonale też orientuje się, że czasem pomimo nawet najszczerszych chęci nie ma za bardzo czasu pogadać. I tak też było z nami. Punktem zwrotnym naszej znajomości okazała się pierwsza edycja wcześniej wspomnianych zawodów 3City Box Battle w 2017 roku. Imprezy na której debiutowało moje wyróżnienie, jako nagroda dla jednego ze startujących. I tak się złożyło, że to właśnie Zuza, jednogłośnym werdyktem moim oraz organizatorów, to wyróżnienie dostała. Jeśli ktoś nie zna okoliczności tego zdarzenia to serdecznie odsyłam go do TEGO tekstu. W skrócie tylko powiem, że była tam walka, determinacja, a na koniec łzy szczęścia, które zaskoczyły tak samo mnie jak i Zuzę 🙂 Cała ta sytuacja oraz późniejszych kilka wiadomości jakie otrzymałem od zainteresowanej niewątpliwie były kopem motywacyjnym i potwierdzeniem tego, że cholera – to był świetny pomysł z tym wyróżnieniem, który wdrażać i rozwijać.

I tak też się stało. Nagroda miała swoje kolejne edycje, a pomysł zaczęło popierać coraz więcej różnych firm, które stawały się partnerami nagrody. I wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że mi z tyłu głowy zaczęła się pojawiać pewna coraz bardziej drążąca dziurę w głowie myśl. Myśl o tym, że „kurde, nie może tak być, że dziewczyna, która w dużej mierze nieświadomie ale jednak przyczyniła się znacznie do rozwoju nagrody, jako że była pierwsza, to dostała tak niewiele”. Wtedy też równocześnie, zaczynałem coraz szerzej patrzeć na swoje poczynania fotograficzne, które przestały obracać się tylko dookoła sportu. I pewnego dnia po prostu wpadłem na pomysł, że może fajnym „zadośćuczynieniem” za brak rzeczowych nagród dodanych do stricte sportowego wyróżnienia, będzie sesja fotograficzna mojego autorstwa.

Jak pomyślałem, tak zaproponowałem. Jej reakcja, a najbardziej zawarty w niej entuzjazm, na tę ofertę, po raz kolejny mnie zaskoczył. Wystarczyło tylko znaleźć jakiś dogodny termin i do dzieła. Tylko że, łatwiej jest to powiedzieć, a trudniej zrobić. Tym bardziej, że Białystok od Trójmiasta trochę kilometrów jednak dzieli 😉 Ale co – ja nie dam rady? Nie po to obiecywałem, żeby tego słowa później nie dotrzymać 🙂 I po kilku perturbacjach i paru dobrych miesiącach, w końcu nadszedł ten „wiekopomny” dzień 😉

Od początku wiedziałem gdzie chcę to zrobić, bo nie ma chyba bardziej charakterystycznego miejsca w Trójmieście, aniżeli Stocznia Gdańska. Uwielbiam ten widok z okna pociągu, wprost na tamtejsze żurawie. Samej Zuzie też ten pomysł przypadł do gustu, a więc pozostało tylko tego nie zmarnować 😉 Z tą dziewczyną jednak nie było to chyba możliwe. Podczas naszego spotkania w końcu mieliśmy okazję dłużej pogadać 😉 Chwilami aż zapominałem po co tam jesteśmy 🙂 Na szczęście też i ona zapominała, przez co wiele kadrów jakie udało mi się złapać, a wy je możecie zobaczyć poniżej, jest tak przyjemnie naturalnych i niewymuszonych. Zresztą cholernie uwielbiam ten moment, kiedy osoba która się zgłasza do mnie jako klient, lub ja ją zapraszam na zdjęcia, po prostu w pewnej chwili zaczyna być po prostu sobą. I możecie wierzyć w to lub nie, ale w takich fajnych chwilach zaczynają się dziać często rzeczy, których moim zdaniem za cholerę nie można zaplanować. Co więcej, czasami takie złapane na zdjęciach chwile, mają większą moc aniżeli troszkę sztuczne, ale wymuskane aż do przesady kadry.

Mam nadzieję, że nie tylko ja to widzę na poniższych zdjęciach.

Po tym jak pokazałem kilka fotograficznych próbek z naszego spotkania dla głównej bohaterki, to czasami natrafiałem na ścianę. I nawet nie chodzi o to, że jej się coś nie podobało. Po prostu pewnych kwestii jeszcze nie znałem. Wystarczyło jednak pogadać na temat danych zdjęć, aby uznać, że pewne argumenty jakie ma są po prostu słuszne. Dla mnie to była też fajna lekcja tego, że nie zawsze będzie tak, że osobie fotografowanej wszystko od A do Z będzie się podobać. W takich chwilach trzeba znaleźć właśnie sposób aby podobało się jak najwięcej. Czy to się udało, to niech powie sama zainteresowana, której opinii mówiąc szczerze byłem cholernie ciekawy.

Zacznę może od tego, że na nasze zdjęcia nie mogliśmy zgrać się przez rok 😉 Ciesze się jednak, że w końcu się udało!

Szczerze to uznałam, że trochę jestem farciarą. Niecodziennie się przecież zdarza, żeby gość relacjonujący większość wydarzeń związanych z ukochanym przeze mnie sportem, tak po prostu chciał sfotografować zwykłą dziewczynę z Pomorza. To wyróżnienie, serio!

Mieliśmy okazję spotkać się przed sesją raptem 2-3 razy, nieszczególnie przy tym gawędząc, bo jednak żelastwo samo by się na zawodach nie przerzuciło. Kiedy spotkaliśmy się na zdjęciach to było tak, jakbyśmy się znali X lat. Nie przesadzam – Kamil jest tego typu osobą, przy której możesz być w 100% sobą. Myślę, że najlepszym tego dowodem są niektóre zdjęcia pt „dobra, teraz na poważnie, skoncentruj się.” 😀 😀 😀 Taaa 😉

To było kilka godzin naprawdę świetnej zabawy do tego stopnia, że momentami zapominałam o obiektywie. Być może z tego też powodu biedny Kamil miał okazję przekonać się o tym, jak bardzo się sobie nie podobam, kiedy ktoś robi mi zdjęcia (przepraszam!). Jestem wdzięczna, że nie rzucił tego w cholerę po moich narzekaniach i uwagach – to był ciężki orzech do zgryzienia, niewątpliwie.

Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze okazję coś wspólnie stworzyć. Choćby dla zabawy i wielu śmiesznych fotografii, które powstaną po drodze.

W tej chwili mogę więc śmiało napisać, że ta misja zakończyła się sukcesem. Misja wynagrodzenia Zuzie tego, że pierwsza edycja mojego wyróżnienia, pod kątem nagród była… dosyć uboga. Jednak w tej chwili śmiało się podpisuję pod tym, że przy każdej możliwej okazji do wspólnego podziałania, czy to nad morzem czy gdziekolwiek indziej, Zuza na pewno będzie w kręgu moich „fotograficznych zainteresowań” 😉

A jeśli ktoś z czytających ma ochotę sprawdzić, jak to jest stanąć przed moim obiektywem, aby na przykład sprawić sobie lub komuś pamiątkę, to serdecznie zapraszam do kontaktu. Okres świąteczny za pasem 😉